Policjant wyniósł 77‑latkę z zadymionego bloku. Sam trafił do szpitala
W sobotni wieczór w bloku przy ul. Szymonowica w Zamościu doszło do pożaru mieszkania na parterze. Gęsty, duszący dym błyskawicznie wypełnił klatkę schodową, utrudniając ewakuację. Większość lokatorów wydostała się na zewnątrz o własnych siłach, jednak pomocy potrzebowała 77-letnia mieszkanka wyższej kondygnacji. Z budynku wyprowadził ją sierż. Adam Lubaś z Wydziału Patrolowo-Interwencyjnego. Mimo że nikomu z mieszkańców nic się nie stało, policjant po akcji ratunkowej został przewieziony do szpitala.
Do zdarzenia doszło w sobotę, 5 stycznia, około godz. 18:45. Dyżurny zamojskiej komendy otrzymał zgłoszenie o pożarze w jednym z mieszkań na parterze oraz silnym zadymieniu na klatce schodowej. Na tym etapie nie było wiadomo, czy w palącym się lokalu ktoś przebywa.
Jako pierwsi na miejsce przyjechali policjanci patrolowo-interwencyjni. Przed budynkiem zastali mieszkańców, którzy zdążyli się ewakuować. Funkcjonariusze sprawdzili, czy ktokolwiek z nich nie potrzebuje pomocy medycznej, po czym — jak wynika z relacji służb — natychmiast weszli do zadymionego obiektu.
Starszy sierżant Aleksandra Czop próbowała dostać się do mieszkania objętego pożarem, by sprawdzić, czy w środku nie znajduje się jego właściciel. Z powodu bardzo gęstych kłębów dymu mogła wejść jedynie do przedpokoju — dalsza penetracja lokalu była niemożliwa. W tym samym czasie sierż. Adam Lubaś pobiegł na wyższe piętra, aby upewnić się, że wszyscy lokatorzy opuścili budynek.
Wtedy okazało się, że jedna z mieszkanek nie jest w stanie samodzielnie wydostać się z bloku. Policjant pomógł jej bezpiecznie wyjść na zewnątrz. 77-latce nic się nie stało i nie potrzebowała interwencji medycznej. Inaczej zakończyła się ta akcja dla funkcjonariusza — z podejrzeniem podtrucia tlenkiem węgla zespół ratownictwa medycznego przewiózł go do szpitala. Jak przekazano, policjant został już wypisany do domu.
Pożar ugasili strażacy z Państwowej Straży Pożarnej w Zamościu, a budynek został oddymiony. Mieszkańcy po zakończeniu działań mogli wrócić do lokali. Wyjątkiem był 69-letni lokator parterowego mieszkania, w którym wybuchł ogień — jego lokal uległ spaleniu, a mężczyzna otrzymał schronienie w lokalu zastępczym.
Wstępne ustalenia wskazują, że prawdopodobną przyczyną pożaru było pozostawienie na włączonej kuchence elektrycznej garnka z gotującym się jedzeniem. 69-latek miał zapomnieć o potrawie i wyjść do sklepu. Gdy wrócił, trwała już akcja ratowniczo-gaśnicza, a w okolicy stali ewakuowani mieszkańcy. Mężczyzna był trzeźwy.
Łącznie z budynku ewakuowano pięć osób oraz 77-letnią kobietę, której w opuszczeniu klatki schodowej pomógł policjant. Dokładne okoliczności pożaru są nadal ustalane.